Niestety autor ma rację... Wiele przyjaźni z dzieciństwa nie trwa przez cale życie. Czasem kontakt się urywa, czasem kłótnia, czasem bez powodu... Aż łezka się w oku kręci jak się przypomni szczeniackie lata. Każda wyprawa na podwórko była ekspedycją naukową. Najbrudniejszego psa zawsze trzeba było pogłaskać. Zjeść podniesionego z ziemi cukierka nie było "śmiertelne". Teraz większość kumpli czy koleżanki z młodych lat widuję na NK lub czasem w autobusie. Jakaś nieodgadnięta siła ściska czasem gardło i zamiast przywitania chowam głowę w kapturze... też tak macie?
Ale ja się całkowicie z tobą zgadzam. Jesteśmy tylko "wioską" na mapie Europy, a chcemy kandydować do miana stolicy miast żyjących kulturą. Pokazuję, że nie wystarczy doraźnie wpompować masy niepotrzebnych pieniędzy w jakieś artystyczne wydarzenia. Trzeba wizerunek miasta zmieniać od podstaw. Wszystko zależy też od tego jak nasze miasto odbierają zarówno Polscy jak i zagraniczni turyści. Czy w ich pamięci zostanie Rynek czy porwana w szamotaninie z pseudorasistą kurtka... Wolałbym, żeby zamiast koszyka we francuskim muzeum stała butelka Żubrówki :)