Ja, odwiecznie znudzony, poszukujący sensacji człek, postanowiłem zobaczyć to na żywo. Wraz z kolega Wojtkiem podjęliśmy decyzję, iż wyruszamy. 26-27 maja 2010, jesteśmy na miejscu.

W mediach, szczególnie TV non stop słychać o wielkiej wodzie i wielkiej pomocy. Sprawdzimy...

Wstaliśmy z samego rana, humory nam dopasowywały, do czasu, gdy nie zobaczyliśmy wody, i tego co ona narobiła. Efekt „współczucia" spotęgowały rozmowy z ludźmi ,usłyszeliśmy i zobaczyliśmy na własne oczy tę „pomoc", to co w TV nazywali pomocą, tak bardzo podkreślali dobrą organizację akcji pomocowej, okazało się lekko mówiąc farsą! 10-ciu kierowników akcji, 30 mądrych i pomysłowych, działa niewiele osób. To samo tyczy się Sandomierza, jak i gminy Wilków.

Jako pierwsze miejsce odwiedziliśmy Sandomierz. Na pierwsze oznaki powodzi trafiliśmy w Zawichoście: worki z piaskiem i ciężkie maszyny, przy wałach jak to zwą „przeciwpowodziowych", kilka zdjęć tej jak nam się wydawało zjawiskowej, ciekawej konstrukcji typu wał, i jedziemy dalej, pierwszy punkt naszej misji nieopodal – Sandomierz.

Jesteśmy w pierwszym punkcie wyprawy. Widzimy most dzielący Sandomierz na 2 połowy (prawą i lewą) ,oprócz Policji nie widzimy nic nadzwyczajnego z daleka. Jedziemy. Zatrzymuje nas Policja. Nie ma przejazdu. Pokazuję legitymację prasową - droga wolna. Następne 100 metrów i wielkie niedowierzanie. Miasto w wodzie! Ekscytacja widokiem sięga zenitu, na drugim końcu mostu pełno policji, straży pożarnej i służb pomocowych. Skręcamy za mostem w lewo, parkujemy obok ekipy TVN-u, zabieramy klamoty idziemy nad lustro wody. Panuje względny spokój, po drodze nikt nas o nic nie pyta. Pierwszy raz w życiu widzę coś takiego, z wody wystają słupy, domy, ogrodzenia, im dalej wiodę wzrokiem tym głębsza woda. Nie mamy już żadnych złudzeń. Jest tragedia, już nie było nam tak śmiesznie jak w drodze do Sandomierza. Kilka zdjęć, idziemy dalej. Bliżej domów znaleźliśmy się, po wejściu na wał po lewej stronie od mostu. Widzimy powodzian próbujących ratować resztki swego dobytku, a może po prostu zabierających to, co zostało. Jakiś pan z radia przeprowadza wywiad z osobą poszkodowaną, stoją po łydki w wodzie, na podwórku. Idąc dalej odsłania nam się cała ta utopia, i pomyśleć że wody było dużo więcej, jeszcze kilka dni temu. Udajemy się teraz na prawą stronę mostu, kilka podtopionych bloków mieszkalnych po prawej stronie naszej drogi i dramat po lewej stronie identyczny jak poprzednio nawale, po chwili dezorientacji dowiadujemy się że stoimy też nawale, dziwne, przed wałem bloki, za wałem domki, a przed blokami Wisła, ale ok, widać tak ma być. Głodni widoków i sensacji udajemy się do Wilkowa.

Jedziemy drogami wzdłuż Wisły, co chwila w niższych punktach drogi, widzimy worki z piaskiem, jak też pozostałości wody czyli szlam. Sama droga przebiega spokojnie. GPS prowadzi nas bardzo sprawnie.

Miejscowość Łaziska, Niedźwiada Duża, Zagłoba - nie ma jeszcze tragedii, woda zeszła, widać lekkie podtopienia. Zaraz, zaraz. 200 metró za widzimy wodę! Nie ma żadnej Policji, ani Straży Pożarnej, o co chodzi? Wieś w wodzie stoi i nic się nie dzieje, widzimy ludzi w oknach domów. Wskakujemy w gumiaki, idziemy wodą. Samochodem się nie da. Słychać tylko klepanie luster naszych aparatów i plusk wody, poza tym cisza i spokój. Zamieniliśmy kilka słów z ludźmi których spotkaliśmy. Lewy kalosz mi przecieka, w głowie myśli, toż ta woda jest niebezpieczna, szamba, chemia rolnicza, padłe zwierzęta, ale za chwile dysonans: a co tam dla takich przeżyć warto, idziemy dalej. Po 200 metrach woda zaczyna sięgać końca gumiaków, wracamy. Tędy mieliśmy dojechać do Wilkowa, nie wyszło, spróbujemy od innej strony. Wsiadamy w samochód, dowiedzieliśmy się, iż można spróbować dojechać od strony Karczmiska. Po drodze zatrzymuje nas Policja stojąca przy znaku objazdu, pokazuję prasówkę, jedziemy dalej. Po przyjeździe na miejsce, most, na nim pełno Straży Pożarnej, Policji i dwie amfibie. Wojskowych nie ma. Wszędzie pełno worków z piaskiem, wozy transmisyjne TV. Pierwsze co do głowy przyszło, są media jest pomoc, jak się później okazało nie myliliśmy się, tam gdzie koncentrowały się media, tam tez jest pełno służb ratunkowych. Obok Zagłoby byliśmy pierwszymi i ostatnimi, którzy się tam pojawili z jakimkolwiek sprzętem do rejestracji obrazu. Widzimy wielką wodę, łodzie ratunkowe Straży Pożarnej, Straży Granicznej, Obrony Cywilnej. Co chwilę wypływa jakaś łódź, zabiera ze sobą po kilku Strażaków, kogoś przywozi, kogoś odwozi, media uporczywie się pchają do ludzi. Kilka zdjęć i decydujemy się na próbę dojazdu od innej strony. Wracamy do Karczmisk i kierujemy się na miejscowość  Dobre.

Znów nieudana próba zawrócenia nas przez Policję, już wiemy że tu będzie pełno pomocy. Nie myliliśmy się. Widzimy dobrze znany z TV, most. Kilka łodzi, mnóstwo Straży Pożarnej. Tu wielka woda robiła na nas większe wrażenie, niż na poprzednim moście. Przypływają łodzie z poszkodowanymi, jadą, na szczepienie. Osoby do punktów szczepień wozi Straż Pożarna. Udało nam się porozmawiać z kilkoma osobami. Im dłużej tam jesteśmy, tym bardziej widzimy obłudę telewizji. I potwierdza się to, o czym pisałem wcześniej: są media jest pomoc.Czas znaleźć miejsce na nocleg. W samochodzie rzecz jasna. Dla oszczędności.

Na nocleg wybraliśmy parking koło stacji paliw w Kazimierzu Dolnym, przy samym wale. W nocy było dość chłodnawo na dworze, my mieliśmy się czym pogrzać.

Poranek. Przebudzenie się poszło nam gładko. Nawet nieźle można się wyspać w w samochodzie klasy compact. Jest koło godz. 10. Z racji tgo, iż Wojtek nigdy nie był w Kazimierzu Dolnym, poszliśmy na szybki spacer. Piękne zabytkowe miasteczko. W zasadzie nietknięte przez powódź. Jedynie co, to podtopione piwnice z racji bardzo wysokiego poziomu wód gruntowych, które przebijały się przez ściany. Wracamy do Wilkowa, przez Dobre.

Woda nieznacznie opadła, brak mediów, wszyscy leniwi, zupełnie inaczej niż wczoraj, pływa patrol Policji. Poza tym nic się nie dzieje. Decyzja szybka jedziemy na drugi most, czyli do Karczmiska i na Urządków.

Na miejscu tak jak na poprzednim moście. Spokój cisza. Zaparkowane są tylko 2 łodzie, jak się dowiedzieliśmy od Strażaków, Graniczniaki i Obrona Cywilna się zawinęła. Za chwilę przypływa ta sama łódź z policjantami, którą widzieliśmy na moście wcześniej. Zabierają łódź na ląd. Pośladach na słupkach widać że woda opadła około 20 cm. Dlaczego nikt nie pływa? Dlatego, bo za niska woda i kaleczą łodzie. Wtedy rzuciło mi się na oczy, że brak jakiejkolwiek TV, acha... i wszystko jasne. Z daleka widać płynie jakaś łódź z 4 osobami. Jest coraz bliżej, wszyscy na hura się podnoszą do pracy, Policja pomaga rozładować wodę, z ciężarówki, wcześniej tylko Strażacy rozładowywali. Za chwilkę było jasne, na łodzi była ekipa z Telewizji Polskiej. Nie zauważyłem ich, bo przyjechali nieoznakowanym pojazdem. Amfibie jak stały, tak stoją. Po jakiejś chwili przyjechało Wojsko, by je zabrać. Wcześniej nie widzieliśmy wojskowych. Kilka zdjęć, krótki spacer i jedziemy zobaczyć co się dzieje tuż za wsią Zagłoba.

Na miejscu okazuje się, że woda opadła koło 1 metra, do opuszczonych domów już próbują się dostać mieszkańcy, nadal nie widać aby ktoś się interesował losem tych ludzi. Znów porozmawialiśmy z ludźmi, dowiedzieliśmy się różnych rzeczy, ze pomoc społeczna chce cyfrowych zdjęć strat? PZU też?? Wnioski o odszkodowania mają po kilkanaście stron!! O tym jak przebiegała pomoc w miejscach, do których ewakuowano powodzian. Jak amfibie narobiły strat we wsi. Ludzie bardzo chwalili strażaków, szczególnie z ochotniczych jednostek, państwowe troszkę mniej chwalone, ale też pozytywnie, dokładnie odwrotnie się wypowiadali o Wojsku i Policji. Niejedna historia, próbowała wycisnąć z nas łzy. Mieszkańcy - według. telewizji - niezwłocznie dostali środki do dezynfekcji mieszkań, ale tylko według telewizji i radia.

Pora wracać. Powrót nie był już taki wesoły. Tragedia, która niewątpliwie jest stanem klęski żywiołowej, w cieniu medialnych kłamstw i wyborów. Świadome odbieranie ludziom szerszej pomocy. Akcje na pokaz. Tak wyglądał obraz tego, co widzieliśmy.

W drodze powrotnej, doszedłem do wniosku, że poinformuję za pośrednictwem radia, służby pomocowe, że ludzie już się wprowadzają, bo słyszę głupoty w radio i TV. Dodzwoniłem się do Polskiego Radia Program III, Pani powiedziała, że Oni się tym nie zajmują, trzeba do Programu I lub II, hmm.. Chwila zastanowienia, udało mi się dostać numer do Radia Lublin. Dzwonię, wybieram wewnętrzny zespołu informacyjnego, odbiera Pan, mówię mu że właśnie wyjechałem z okolic Zagłoby i tam nikt nic nie dostał, a wszędzie się trąbi o wielkich odstawach środków dezynfekcyjnych. Pan mnie zaatakował słowami a skąd ja mogę wiedzieć, rano poszedł cały TIR chemi w  te rejony i czy w ogóle wiem gdzie leży miejscowość Zagłoba. Szlag nie trafił, udaję spokojnego, powiedziałem panu że dzwonię tylko z informacją, a nie po to by się z nim wykłócać, czy przekomarzać. Na tym zakończyła się nasza rozmowa. Z okolic wsi wyjechałem przez Zagłobę były godziny późne po południowe, żadnego TIR-a tam nie było, nikt niczego nie rozwoził. Nikt nic nie dostał.

Wybory są niedługo!

Po tym wyjeździe zdecydowałem się na pomoc tym ludziom. Opiszę to w oddzielnej publikacji. Bardzo chcę podziękować redakcji MMBiałystok.pl, za możliwość wstępu w miejsca niedostępne, dla ogółu.

Info z godz. 19. dnia 03.06.2010. Wójt gminy Wików poinformował, iż idzie następna fala powodziowa, tym razem nie będzie ściany wody idącej przez wsie, ale woda będzie się łagodnie podnosić, apelował o ewakuację. Wyrwy w wale nikt nie naprawiał.