Dopiero przed południem władze podały pierwsze komunikaty. Wielu ludzi ukryło się w domach lub postanowiło wyjechać z miasta. Niektórzy uciekali na wyższe piętra budynków. Dopiero późnym wieczorem postawiono na tory wykolejone cysterny.

Prokuratura stwierdziła, że przyczyną katastrofy było pęknięcie torów. Oskarżono pracowników kolei, że niedopełniali obowiązków i narazili mieszkańców. Gdyby doszło, do rozszczelnienia przynajmniej jednej z cystern z chlorem, Białystok zmieniłby się z biologiczną pustynię.

Tak relacjonują zdarzenie z 9 marca 1989 roku lokalne media. Minęło wiele lat, jednak nadal w świadomości mieszkańców tkwią dramatyczne wspomnienia. Co roku przypominamy o cudzie, a nie o bohaterskiej postawie strażaków.

Zaprasza mnie prezydent


Prezydent zaprosił mnie jak i innych mieszkańców na uroczyste obchody rocznicy ocalenia Białegostoku. Wszędzie można też spotkać plakaty urzędu miasta. Już 21 lat minęło po katastrofie, warto więc wspólnie radować się tym, że udało się zapobiec tragedii.

Już dziś warto zarezerwować poranek na nabożeństwo w cerkwi przy ulicy Lipowej. W ramach oddechu od modlitewnych zmagań można zerknąć w witryny po opustoszałych sklepach, i wolnym krokiem dotrzeć na uroczystości przy ul. Poleskiej. Potem tylko ostatni przystanek po drodze krzyżowej na Radzymińską i obchody mamy dosłownie „poobchodzone”. Plan obchodów jest właściwie prosty, tylko atrakcji w nim brak.

Czy ktoś z organizatorów pomyślał np. o najmłodszych? Jak mamy edukować dzieci, uczyć historii miasta, kiedy tak ważne wydarzenia są obchodzone jedynie w taki sposób? Gdzie nauka przez zabawę? Czy tak trudno zorganizować dla najmłodszych lub nawet dla dorosłych jakiś ciekawy pokaz, inscenizację akcji ratowniczej? Może jakaś projekcja archiwalnych materiałów na Rynku? Wozy strażackie zaparkowane przy ratuszu to dopiero byłoby coś! Nawet dorośli ustawiliby się w kolejce, aby zasiąść za kierownicą strażackiej drabiny.

Grunt, to zaprosić ważnych ludzi...


Ze spuszczonym głowami, bolącymi stopami, zziębnięci będziemy maszerować w procesji, zamiast podziękować i co najważniejsze spotkać się np. ze strażakami, w których to rękach było zdrowie i życie całego miasta. Może dalej nie doceniajmy ich ważnej pracy? Na autobusową fetę miasto było stać, to i od kilku ciekawych atrakcji miejska kasa by nie ucierpiała. Widocznie ratownicy na to nie zasłużyli.

Nie ma nic złego w dziękczynnych mszach. Jednak od miasta, w tak ważnym dniu wymagam czegoś więcej, niż spotkania dla oficjeli. To nasze życie zostało uratowane, i to z ratownikami chciałbym się spotkać… Może za rok, może przy innej katastrofie…

 

Dla dociekliwych zaproszenie na obchody na bialystok.pl oraz relacja z akcji strażaków: straz.bialystok.pl