Marcin Adam MC Wróbel i WOŚP - przedziwna historia
Tekst opisujący moją pracę związaną z wolontariatem postanowiłem skrócić do maksymalnego minimum, aby uniknąć tego czego boję się zawsze najbardziej – że zanudzę odbiorcę :).
Moja „wolontariacka" historia rozpoczęła się dziwnym trafem losu w 2006 roku na festiwalu muzyki białoruskiej Basowiszcza. To był rok, w którym nikt w Białymstoku nie odważył się zorganizować kolejnego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I właśnie wtedy podczas nocnej „posiadówy" na peronie dawnego dworca PKP w Waliłach wpadłem na pomysł organizacji Finału w Białymstoku, który organizuję do dziś wraz z grupą kilkudziesięciu mega fajnych ludzi.
Zaczynaliśmy od XV Finału – wszystko wypaliło chyba siłą rozpędu i zapału :). Nie mieliśmy niemal żadnych sponsorów, nie mieliśmy pojęcia, o co chodzi z organizacją sceny, ale mieliśmy wiele chęci – no i się udało. Grupa kilkunastu zapaleńców pokazała, że w Białymstoku może odbyć się koncert WOŚP, a na szpitalne odziały dziecięce dzięki temu możemy uzbierać całką pokaźną sumę pieniędzy.
Przez sześć lat organizacji Finałów z grupy zapaleńców wyrośliśmy na grupę wolontariuszy – profesjonalistów. Tworzymy grupę w której każdy jest odpowiedzialny za konkretną działkę – a pracy jest mnóstwo – koordynacja pół tysiąca wolontariuszy, pozwolenia na imprezy, tysiące aukcji, zaproszenie zespołów, imprezy towarzyszące dla TVP, strona internetowa, bieganie za sponsorami, tony papierów przy corocznych rozliczeniach....Ciężko to wszystko jest opisać słowami. Trzeba to po prostu zobaczyć!
Przez te sześć lat udało się nam, a w zasadzie prawdziwej armii pół tysiąca wolontariuszy uzbierać bagatela – niemal milion polskich nowych złotych na sprzęt medyczny dla dzieciaków, zorganizować kilka mega koncertów w Białymstoku (m.in. Acid Drinkers, KSU, Szymon Wydra, KAT, Buldog, Milczenie Owiec, RH+, Kryzys, Pogodno, Jacek Kleyff ) z toną atrakcji towarzyszących, a nawet uruchomić kilka specjalnych pociągów na zapomnianych trasach – a cały z nich dochód przeznaczyć na szpitalne oddziały dziecięce. Przed jednym z przejazdów wycinaliśmy nawet kilkadziesiąt kilometrów roślinności z zarośniętych torów – ale to już inna historia...
Dziś jestem dumny, że przez te kilka lat udało mi się nad tym wszystkim zapanować. Nie jest mi wstyd – tak jak wtedy w 2006 roku – za nasz region. Jestem dumny z naszego sztabu ok. 30 wolontariuszy, którego zdjęcie prezentuję poniżej (ja w okularach :) – ludzi którzy dla „Orkiestry" i naszego regionu potrafili poświęcić mnóstwo nieprzespanych nocy. I co warto podkreślić – wszystko za zupełną darmochę!
Dziś gdy przeglądam pod kątem WOŚP ogólnopolskie strony TVP czy TVN nasz region nie jest czarnym punktem na mapie Polski. Nasze atrakcje mówiące o pomocy i zabawie ponad granicami i ponad podziałami wszędzie się wyróżniają... a cała moja historia zatoczyła piękny krąg gdy w 2011 roku na tętniący życiem i muzyką peron dworca PKP w Waliłach wjechał specjalny pociąg Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – i przywiózł kolejne kilkanaście tysięcy zł. na chore dzieciaki!
Sam pracuję także wolontariacko przy organizacji kolejnych Przystanków Woodstock, ale również podczas przeróżnych imprez sportowych czy pomagając parkom narodowym... ale to już pełna wspaniałych doświadczeń historia na inne opowiadania :)
Zgłoszenie – wolontariat akcyjny – Marcin Adam Wróbel



























Kontakt:
2006?
Dobrze że komuś się chce, także kiedyś uczestniczyłem w raczkujących finałach WOŚP w Białymstoku... ale mam wrażenie że było to wcześniej niż 2006 rok,pamiętam jak na placu ówczesnego makro sterczeliśmy cały dzień pomagając rozładować ruch, w międzyczasie przynieś-podaj. Głowy nie dam uciąć ale mam wrażenie że XIV finał nie był pierwszym w Białymstoku